Wieczorem było, wieczorem,
Gdy zorza gasła nad borem.
Dzienny ulatniał się skwar,
Rosa nam spadła na głowy
I zmierzchem dymił się jar,
Jar kalinowy.
Z daleka idzie, z daleka
Ten mrok, co kwiatów się zrzeka.
Gdy płosząc ospałą woń,
Chłód powiał nad pola zżęte,
O moją zagrzałaś skroń
Dłonie zziębnięte.
Nie wolno patrzeć, nie wolno
Bez pieszczot w ciemność dokolną!
Zbłąkanych w obszarach pól
Nie złączy żaden sen złoty,
Ni lęk, ni zgroza, ni ból,
Nic - prócz pieszczoty!
--
Publikacja pobrana z serwisu www.poema.art.pl
| increase increase, increase www.odtwarzacze.inc… | katalog sklepów internetowych katalog sklepów www.wdobrejcenie.pl | info info, info www.wp.kordowski.bi… | projekty www.projekty.euroac… | gyk gyk, gyk www.gyk.waw.pl |